Jak zmarginalizować Antoniego Macierewicza, a jednocześnie zachować pozory, że nie został zdegradowany politycznie? Co ma zrobić Jarosław Kaczyński? Dla olbrzymiej części pisowskiego elektoratu Macierewicz jest ikoną i nie można go ot tak odwołać. Sam prezes PiS-u go przecież wykreował.

Możliwy jest wariant, który zastosował niegdyś Donald Tusk w stosunku do Grzegorza Schetyny przy okazji afery hazardowej. Usunął go z rządu, a tym samym znacząco ograniczył jego wpływy. Schetyna z pomocą prezydenta Bronisława Komorowskiego został marszałkiem Sejmu, i wyszło na to, że to nie degradacja, lecz awans.

Macierewicz mógłby zostać marszałkiem, ale tu pojawia się inny scenariusz, który polegałby na totalnej rewolucji personalnej, dzięki czemu sprawa szefa MON-u niejako zginęłaby w powodzi zmian. Chodzi o plan, wedle którego Beata Szydło zostałaby marszałkiem Sejmu, a w dalszej perspektywie może nawet unijnym komisarzem. A premierem zostałby... no właśnie, kto?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej