Zdumiewająca jest intelektualna bezradność wykazywana przez młodą lewicę – tę spod znaku Krytyki Politycznej czy Partii Razem – w obliczu banalnego, zdawałoby się, faktu przywitania Donalda Tuska na Dworcu Centralnym w Warszawie przez tłum manifestantów i odprowadzenia go do pobliskiej prokuratury. Dla tysięcy obywateli reprezentujących inne opcje polityczne i nieco starsze generacje rzecz była tak oczywista, że aż niewarta rozważań – pisowska prokuratura wzywa przewodniczącego Rady Europejskiej na przesłuchanie, więc trzeba go demonstracyjnie przywitać i odprowadzić. Nad czym się tu rozwodzić? Kto mógł, ten przyszedł na Centralny, kto nie mógł – wyraził poparcie w internecie.

Tusk poruszony powitaniem w Warszawie. Na Dworcu Centralnym czekały tłumy

Okazuje się jednak, że dla lewicowych publicystów oczywiste to wcale nie było. Posypały się ironiczne epitety: farsa, konkurs żenady, gen. Anders w pendolino, inscenizacja Wielkiego Powrotu, zbawca narodu Donald Tusk – te wszystkie sformułowania znalazłem w opublikowanych w sieci tekstach Jakuba Majmurka, Michała Sutowskiego i kilku jeszcze komentatorów z tego obozu ideowego. Chwilami można było odnieść wrażenie, że wkurzenie w ich środowisku dorównuje temu, co obserwujemy w publicystyce pisowskiej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej