To już koniec Antoniego Macierewicza jako szefa MON? Jeśli tak, to sygnał do dalszego podtopienia wszechmocnego ministra dał prezydent Andrzej Duda. Ujawnione przez portal Danepubliczne pismo, w którym głowa państwa żali się, że minister obrony Antoni Macierewicz nie odpowiada na listy dotyczące bezpieczeństwa kraju wysłane przez szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, trudno uznać za przypadkowe. Brzmi niczym zawołanie „teraz już można”.

Działaniu prezydenta towarzyszy sekwencja zdarzeń. Wcześniej odbyło się „spotkanie” prezydenta Dudy i szefa MON w BBN 31 marca w wyniku ujawnienia pierwszego listu prezydenta ws. wakatu na stanowisku attaché w Waszyngtonie (stanowisko zostało obsadzone dopiero w środę) i trudności z budowaniem sztabu dywizji w Elblągu. Po tym spotkaniu prezydent mówił, jak bardzo jest zadowolony z rozmowy z szefem MON. Sytuacja była jednak inna. Prezydent został skarcony przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego za uprawnianie polityki „epistolograficznej”, choć równocześnie Antoni Macierewicz miał zdaniem prezesa ograniczyć ekstrawagancje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej