Pisze tak: "Problemem w przypadku Malinowska vs. Zieliński nie są podatki, lecz składki na ZUS. To składki na ZUS, a także NFZ, sprawiają, że procent daniny, którą płaci Malinowska, przebija procent Zielińskiego".

No właśnie to napisałem w swoim felietonie. Wystarczyło doczytać. Cały zarzut Skwirowskiego sprowadza się do tego, że licząc obciążenia Malinowskiej i Zielińskiego, połączyłem podatki PIT i składki na ZUS. Co w tym dziwnego? Po pierwsze, wyraźnie napisałem, że to robię (podałem, że chodzi mi o wszystkie obciążenia pensji, czyli podatek, ZUS, chorobowe, rentowe itd,). Po drugie, to samo robi OECD, wyliczając w różnych krajach obciążenia zarobków i porównując je. To wszystko są bowiem daniny na rzecz państwa i Malinowska – podobnie jak ja oraz OECD – też zapewne traktuje je łącznie.

Skwirowski, żeby wykazać moją niekompetencję, pisze: „Otóż Malinowska płaci efektywnie, czyli w rzeczywistości, 5,6 proc. podatku". Ale dotyczy to jedynie PIT! Efektywnie, czyli w rzeczywistości, jej obciążenia to 27 proc. pensji. Niech Skwirowski spróbuje przekonać Malinowską, że oddaje mniej. Jej pensja brutto to 2000 zł, na rękę dostaje 1459 zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej