Dlatego May, która do tej pory wielokrotnie zapewniała, że nie przyspieszy wyborów, postanowiła jednak kupić sobie czas. By przeczekać możliwą tęsknotę Brytyjczyków za Unią.

Bo jeżeli nowy parlament Brytyjczycy wybiorą 8 czerwca, to następne wybory powinny odbyć się latem w 2022 r., aż trzy lata po zaplanowanym na 29 marca 2019 r. Brexicie.

Na razie skutków nadchodzącego Brexitu nie widać. Przegłosował go naród, zatwierdziły obie izby parlamentu, a May wysłała do Brukseli list rozwodowy. W życiu poddanych królowej nic się jednak nie zmieniło. Ciągle wywiesza się unijne flagi, rolnicy dostają dotacje, a europosłowie pobierają wynagrodzenie. Gospodarka ma się świetnie, giełda rośnie, kurs funta wbrew przepowiedniom się nie załamał. Wydaje się, że Brexit nie jest tak straszny, jak go malowano. Tyle że rozwód tak naprawdę jeszcze się nie zaczął.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej