O niczym nie da się myśleć po zdjęciach dzieci zagazowanych na początku miesiąca w Syrii.

„Jest prawo obozu, że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili. Jest to jedyna dopuszczalna forma litości” – pisał tuż po drugiej wojnie światowej Tadeusz Borowski, pisarz, były więzień Auschwitz w opowiadaniu „Proszę państwa do gazu”.

Po sześciu latach rzezi w Syrii wiemy już, że świat, Europa i Polska w XXI wieku okazały się zdolne do postępu nawet w stosunku do osiągnięć nazistowskich Niemiec.

My Syryjczyków nie oszukujemy ani trochę – i to właśnie ten postęp. Pół biedy, gdybyśmy byli tacy sami jak ci, którzy rozładowywali transporty na rampie w Oświęcimiu: nie lubili ofiar, wyżywali się na nich, a ich wyznaniem, kształtem nosa, dietą i odcieniem skóry usprawiedliwiali siebie i wybielali świat, żeby wierzyć, że nie jest taki potworny, jaki jest.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej