Mamy do czynienia z wydarzeniami, które raz na zawsze zamkną dzioby niewydarzonym przeciwnikom pysznej zmiany. Już prawie dwa lata powtarzają jak papugi, że prezydent Duda przepoczwarzył się w ruchliwy długopis i hula po każdym papierze podsuniętym przez PiS.
Może istotnie na samym początku coś tam było nie tak, ale tamtych czasów nikt już nie pamięta. Dlatego portal wPolityce zupełnie niepotrzebnie to coś teraz wywleka: ”Krytycy Andrzeja Dudy z dużą satysfakcją wytykali mu błyskawiczne podpisywanie ustaw przegłosowanych przez PiS, często brak uwag do propozycji partii rządzącej czy milczenie w sytuacjach kryzysowych, jak choćby grudniowy kryzys sejmowy, […] jego częste narciarskie wojaże”. Za to teraz – jak czytamy z satysfakcją – nastąpiło „przebudzenie prezydenta. Andrzej Duda zaczyna pokazywać, że nie jest notariuszem, ale głową państwa z własną wizją”.
Na czym polega nagłe ocknięcie się prezydenta? „Głośno wyrażane wątpliwości co do ustawy o zgromadzeniach i skierowanie projektu do TK było pierwszym zwiastunem przebudzenia głowy państwa”. Jakby tego było głowie mało, „kolejnym akcentem było wysłanie pytań w sprawie armii do szefa MON. […] Prezydent żąda konkretów i nie da się zbyć jednemu z ministrów”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej