Przenikanie gülenistów do wojska, o którym pisze pułkownik, a także do policji i prokuratury, było faktem – ale to nie przesądza, by ruch Fetullaha Gülena był sprawcą ubiegłorocznej próby puczu. Władze tureckie nie przedstawiły na to dotąd wiarygodnych dowodów i kolejne próby ekstradycji duchownego z USA są nieskuteczne; swój sceptycyzm oznajmił też właśnie szef niemieckiego wywiadu BND Bruno Kahl. Chyba amerykańskie sądy i BND nie należą też do konspiracji?

Co więcej, pułkownik pisze, że w spisek zamieszanych było 100 tys. tureckich oficerów, czyli cały korpus oficerski. Ruch tak powszechny to nie spisek – to część społeczeństwa. Po puczu aresztowano 50 tys. ludzi, (żeby zrobić miejsce w więzieniach, uwolniono 36 tys. kryminalnych), w tym tysiące wojskowych, zaś 22,9 tys. zwolniono ze służby. Lecz w akcie oskarżenia przeciwko domniemanym puczystom mowa jest jedynie o 8 tys. 651 wojskowych uczestnikach spisku, z podoficerami i szeregowymi włącznie: przed sądem zarzuty trzeba udowodnić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej