Całe szczęście. Przez dłuższy czas nawet wiceministrowie w MON nie wiedzieli, co robi ulubieniec ministra Macierewicza – z wykształcenia maturzysta z doświadczeniem technika w aptece Aronia w Łomiankach – szef gabinetu politycznego i rzecznik resortu. Szkoda byłoby, aby tak wielki talent polityczny marnował się w ukryciu.

To już drugie wejście Bartłomieja Misiewicza do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. We wrześniu ubiegłego roku okazało się, że został tam członkiem rady nadzorczej. Nie miał co prawda koniecznego wyższego wykształcenia ani nie ukończył kursu na członków rady nadzorczej, ale na jego potrzeby w sierpniu został zmieniony status PGZ. Ustąpił. Potem były lutowe nieszczęsne występy w nocnym klubie, ale z fotograficznej ustawki w tabloidach wynika, że Misiewicz lekko schudł, ustatkował się, znalazł miłość i być może nawet studiuje to „normalne prawo” na uczelni w Toruniu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej