Powstrzymywałem się od politycznego komentarza wczoraj, by uszanować pamięć wszystkich tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej. Uszanować to, czego nie uszanowali ani mówcy, ani uczestnicy comiesięcznego partyjnego wiecu na Krakowskim Przedmieściu.

Znów na uroczystości – przecież żałobnej – skandowano „Be-a-ta!”, „Ja-ro-sław!”, „An-to-ni!”. Znów prezes mówił o „lepszym i gorszym sorcie Polaków”, a prezydent w groteskowo patetycznym przemówieniu jak zwykle wzywał do pojednania, jednocześnie łając politycznych poprzedników.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej