Latami skrzyknięci przez Antoniego Macierewicza „eksperci” nie mogli znaleźć dowodów na wybuchy i na zamach jako przyczynę katastrofy smoleńskiej. Teraz znaleźli sposób, jak sobie z tym poradzić.

Ponieważ na wraku i w miejscu katastrofy nie było śladów eksplozji, wymyślili, że na pokładzie wybuchła „bomba termobaryczna”, bo nie zostawia ona śladów takich jak klasyczny ładunek.

Teoria podkomisji smoleńskiej

Do bomby dopasowali fakty, pomijając oczywiste dowody zapisane np. na czarnych skrzynkach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej