Ostatnim razem takie protesty rządzący widzieli w 2014 r. Wówczas jednak chodziło jedynie o próbę wprowadzenia podatku od internetu, co doprowadziło do wściekłości w większości młodych demonstrantów. Tym razem również na ulicach przeważali dwudziesto- i trzydziestolatkowie – w niedzielę sprzeciwiali się narzucaniu przez władzę światopoglądu, ingerowaniu w programy nauczania i tłumieniu wolności słowa.

CEU jest ostatnim dużym budapeszteńskim uniwersytetem, który cieszy się swobodą nauczania jak żadna inna uczelnia na Węgrzech. Dzieje się tak tylko dlatego, że jest prywatny. Państwowe uczelnie w ostatnich latach podlegają presji ekonomicznej ze strony rządu – dotacje płyną do nich wtedy, gdy rektorzy pozostają w dobrych relacjach z urzędnikami i nie nauczają tego, co władzy się nie podoba.

Rządzący Fidesz premiera Orbána nie kryje, po co uchwala prawo, które uderzy w CEU. Jego politycy oskarżają Sorosa o sprzyjanie opozycji, wpuszczanie do kraju imigrantów (których tam nie ma) oraz hołubienie „wrogim” wartościom, takim jak otwartość, tolerancja czy walka o prawa człowieka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej