Wyobraźcie sobie, że zagraniczny przywódca kraju, sprzymierzonego z USA, przeprowadza kampanię prasową przeciw uniwersytetowi sfinansowanemu przez amerykańskiego filantropa. Fałszywie oskarża uniwersytet o „oszustwo”; jeden z jego ministrów przytacza wydumane „względy bezpieczeństwa narodowego” uzasadniające zamknięcie tego uniwersytetu; jego zwolennicy w mediach przeprowadzają jawny atak na filantropa.

Szok? Już się stało. Viktor Orbán, premier Węgier, przepchnął przez węgierski parlament ustawę, która zniesie niezależność, a może nawet doprowadzić do zamknięcia Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego, uczelni wyższej założonej ponad ćwierć wieku temu przez grupę intelektualistów antykomunistycznych. Sfinansowany przez węgiersko-amerykańskiego filantropa, George’a Sorosa Uniwersytet Środkowoeuropejski wyróżnia się w swoim regionie zarówno ze względu na niezwykły, wielonarodowy skład studentów – zwłaszcza tych z dawnego bloku radzieckiego – jak i na wysoką jakość korpusu wykładowców. Jego misją jest promowanie „wartości otwartego społeczeństwa i autorefleksyjnego, krytycznego  myślenia”. Laureaci Nagrody Nobla i wybitni uczeni z całego świata nadsyłają listy i petycje z poparciem dla uniwersytetu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej