Ludzie małej wiary sądzili, że poniedziałkowy komunikat Prokuratury Krajowej o zarzutach dla kontrolerów smoleńskich podważa albo nawet wyklucza teorię wybuchów forsowaną od lat przez Antoniego Macierewicza.

Ja wierzyłem, że Macierewicz bez trudu wytłumaczy brak sprzeczności między wybuchami a celowym działaniem kontrolerów, którzy podając błędne dane załodze, "sprowadzili katastrofę" na polskiego tupolewa.

I Macierewicz dał radę. We wtorek wieczorem w TV Republika wykazał, że prezydencki samolot był obiektem skoordynowanego ataku co najmniej dwóch sił.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej