Prezydent, rządzący Rosją już niemal 18 lat, opiera swoją władzę na sprytnych, choć niepisanych kontraktach z poddanymi. Jeśli nie jest w stanie któregoś z nich wypełnić, zawiera następny. Na początku rządów obiecywał swoim oligarchom, że za to, iż nie będą się zajmować polityką, wprowadzi ich do światowego klubu dżentelmenów, gdzie będą traktowani na równi z rekinami zachodniego biznesu, a ich miliardy, jachty i pałace staną się tak samo legalne jak luksusy Rothschildów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej