Posłanka, siedząc za kuchennym stołem, przenikliwym wzrokiem wpatruje się w lodówkę: Oj, nie wyspałam się dzisiaj, co zasnęłam, to przychodził ten sam sen.

Śniło mi się, że wchodzę do mojego ukochanego Lidla po mortadelę, a tam na każdej półce – aż po sufit – piętrzą się tabletki "dzień po". Tego ministra zdrowia to ja bym dała pod trybunał. Jak on może to tolerować, że oni wszyscy jak króliki spółkują od rana do wieczora, a potem baby żrą to świństwo, nie chcąc rodzić naszych polskich dzieci.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej