Ostrzelanie konsulatu RP jest atakiem zbrojnym na Polskę. To sprawa zbyt poważna, by – jak to robią dziś politycy ukraińscy – w pośpiechu ferować wyroki.

Ich można zrozumieć. Ukraina jest krajem frontowym, zagrożonym przez podstępnego wroga, który nie przebiera w środkach, nie cofa się przed – jak to nazwał Pawło Klimkin, szef dyplomacji ukraińskiej – „podłymi” prowokacjami. W takiej sytuacji myśl o dywersantach, sabotażystach pierwsza przychodzi do głowy.

Ale tym razem ważniejszy jest chłodny osąd.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej