Pewien londyńczyk zdradził niedawno na Twitterze szczegóły celebry. List do szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska będzie najpierw obwożony po całym kraju starym mini cooperem. Do Londynu wróci myśliwcem, stamtąd zaś królowa przewiezie go konno do Dover. Cenny dokument pokona Kanał Angielski (przez Francuzów zwany La Manche) na pokładzie Mary Rose, XVI-wiecznego okrętu floty Henryka VIII, którym sterować mają Boris Johnson i ekshumowany admirał Nelson. Ostatni etap podróży pokona czołgiem Theresa May, po czym wystrzeli pocisk z listem prosto w okno Komisji Europejskiej. Ognia!

Takich żartów w sieci co niemiara, co dowodzi, że część narodu się boi. Wiadomo, jak to z Brytyjczykami: im gorzej, tym więcej śmiechu i ironii. Przypomnijmy sobie „Żywot Briana” Monty Pythona i skazańców na krzyżu śpiewających: „Zawsze patrz na jasną stronę życia”.

Zobacz: Rozpoczyna się sensacyjny rozwód. Odwrotu od Brexitu już nie ma

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej