Wybuchł skandal, znak usunęła policja, natychmiast wszczęto śledztwo w sprawie podżegania do nienawiści, wściekli się nieżydowscy mieszkańcy, radni, parlamentarzyści oraz lokalna wspólnota żydowska. Ale fałszywych znaków znaleziono więcej: ostrzegały przed inwalidami, kobietami z wózkami na zakupy, ludźmi otyłymi, kotami. I nikt nie wiedział, o co chodzi, dopóki sprawca sam się nie ujawnił. Artysta Franck Allais tłumaczył, że nie chciał nikogo obrazić, zwłaszcza Żydów, a jego akcja miała uprzytomnić ludziom, iż po Brexicie, gdy umacniają się ksenofobiczne nastroje i rośnie w siłę mowa nienawiści, różnorodność tej londyńskiej dzielnicy jest zagrożona.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej