Reżim Aleksandra Łukaszenki wystraszył się spontanicznych protestów swoich rodaków, którzy w ostatnich latach mocno zubożeli, bo izolowany na arenie międzynarodowej kraj wpadł w kryzys gospodarczy. Białorusini długo zaciskali zęby, ale nie wytrzymali, gdy rząd dołożył im specjalny podatek – każdy, kto nie przepracuje w ciągu roku co najmniej 183 dni, musi za karę zapłacić. W całym kraju ludzie wyszli na ulice.

Łukaszenka zareagował w typowy dla siebie sposób. Na 15-dniowe areszty i kary grzywny skazano kilkadziesiąt osób, w tym troje dziennikarzy: Wiktara Andrejewa z niezależnego portalu Orshatut.by, korespondentkę polskiej telewizji Biełsat Kaciarynę Bachwałouą i Halinę Abakunczyk z amerykańskiego radia Swaboda. W Mołodecznie siedzi lider Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka, w Baranowiczach...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej