Przepraszam. Za tydzień się poprawię. A dziś zajmę się pomysłem, który zgłaszają ludzie skądinąd sympatyczni i pełni dobrej woli.
Na tapetę znowu wraca absurdalny i szkodliwy projekt uregulowania cen książek lansowany m.in. przez Polską Izbę Książki. W zeszłym tygodniu omawiało go Ministerstwo Kultury. Według tego projektu wydawcy będą mieli obowiązek ustalenia ceny każdej nowej książki; sprzedawcom przez rok nie będzie wolno sprzedawać jej taniej.

Jak powiedział portalowi Wirtualne Media szef Izby Wiesław Albin, nowa ustawa ma chronić małych księgarzy: „W latach 90. mieliśmy prawie 4 tys. księgarń, teraz mamy 1800 i dotyczy to przede wszystkim małych rodzinnych księgarń w małych miejscowościach, które są tam rodzajem instytucji kultury, a nie tylko sklepem”.
Chciałbym zwrócić uwagę na to, że w latach 80. mieliśmy też w Polsce wiele tysięcy saturatorów z wodą sodową i punktów cerowania pończoch, a dziś ani jednego. Może więc warto by je wskrzesić i otoczyć opieką? W końcu to też były ważne instytucje społeczne, gdzie ludzie się spotykali i niespiesznie popijając wodę ze szklanki musztardówki, gawędzili o aktualnych zagadnieniach życia publicznego. To bardzo sprzyjało tworzeniu więzi społecznych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej