To nie pozostanie bez odpowiedzi. Unia jako antydemokratyczne monstrum, zdominowane przez niemieckiego hegemona i gwałcące suwerenność państw członkowskich – tę retorykę będą teraz stosować politycy partii rządzącej, a sprzyjające jej media jeszcze częściej. Nakręcanie antyeuropejskich uprzedzeń po fiasku próby utrącenia Tuska może okazać się skuteczne w części polskiego społeczeństwa.

Rząd sam sobie winny

Właściwą odpowiedzią na te spodziewane ataki nie jest jednak wychwalanie zalet szefa Rady Europejskiej, piętnowanie Kaczyńskiego za chęć zemsty na przeciwniku politycznym ze szkodą dla Polski czy wytykanie rządowi PiS, że znowu ma inne zdanie niż większość krajów UE. Te argumenty mogą mieć znaczenie w polityce wewnętrznej, ale dla polskiej polityki w Unii liczy się co innego. To nie sprzeciw wobec Tuska jest prawdziwym skandalem, lecz sposób, w jaki polska dyplomacja próbowała przeforsować swoją wolę na forum UE.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej