Czego dowiadujemy się o jej kampanii prezydenckiej, która - choć kandydatka SLD przegrała - stała się przepustką do wielkiej polityki?

Ogórek opowiada, że „wyłącznie sama” pisała swój program wyborczy z „myślą o jak największej grupie wyborców”, „przez całe święta” Bożego Narodzenia w 2014 r.

Jest rozgoryczona, że nie dostała poparcia wszystkich kobiet (boli ją najbardziej, że nie dostała – jak mówi – „certyfikatu z Czerskiej”, od "kobiet z kręgu Wyborczej”). Dalej żali się, że w kampanii „na placu boju została praktycznie sama”, że budżet miała za mały. I nie przyjmuje do wiadomości, że jej wynik – 2,38 proc. głosów – to była „porażka”, bo Janusz Palikot dostał od niej mniej (1,42 proc.). A w ogóle startu w wyborach „nie żałuje, bo chciała porozmawiać z Polakami o tym, jaka powinna być Polska”.

Nie mówi, co wtedy w kampanii usłyszała. Za to teraz opowiada, że dzisiejsza Polska jej bardzo odpowiada.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej