Ukraina już parę razy marnowała okazje zbudowania praworządnego, nowoczesnego państwa. Poradzieckie władze nie były zdolne, by wykorzystać do śmiałych reform niepodległościowy entuzjazm po 1991 r. Zawód sprawiły Ukraińcom elity, które zaprzepaściły pomarańczową rewolucję 2004 r. Gdy jednak prorosyjski prezydent Wiktor Janukowycz odmówił podpisania umowy zacieśniającej więzi Kijowa z UE, ludzie ponownie wylegli na Majdan.

Dokładnie trzy lata temu ta rewolucja godności, jak ją nazywają na Ukrainie, weszła w tragiczną, krwawą fazę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej