Szczyt UE na Malcie to kolejny krok ku Unii kilku prędkości, czyli wyodrębnienia się grup krajów o różnym stopniu integracji. Za jej różnymi ścieżkami opowiedział się Benelux w pisemnej propozycji złożonej na Malcie. Francja i Włochy chcą tego od dawna. A po obradach w Valetcie kanclerz Angela Merkel po raz pierwszy opowiedziała się za wpisaniem prędkości do deklaracji rzymskiej wyznaczającej kierunki zmian UE na najbliższe 5-10 lat. Kraje Unii (bez Brytyjczyków) chcą ją przyjąć w marcu w Rzymie w 60. rocznicę powołania EWG, z której wyrosła Unia.

Twardym trzonem Unii już teraz jest euroland i zapewne jej dalsze przyspieszone rozwarstwianie się na różne prędkości będzie przebiegać głównie wzdłuż granicy strefy euro i reszty krajów Unii. Ojcowie jednoczącej się Europy mieli w latach 50. świetny pomysł, by cały projekt oprzeć na integracji gospodarczej. Ta stworzyła tak silne współzależności, że UE – także z powodu nieopłacalności rozpadu – przetrwała do dziś mimo kolejnych kryzysów. Dlatego zacieśnianie współpracy w Europie będzie nadal dokonywać się w dużej mierze przez gospodarkę, zwłaszcza w strefie euro. A ta będzie sprzyjać koordynacji nawet w kwestiach zagranicznych czy obronnych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej