"Założę sklep z bronią albo seks shop..." - takie plany w "Psach" Władysława Pasikowskiego snuł porucznik SB Olgierd Żwirski "Olo" w rozmowie z majorem Grossem z Lublina. Był rok 1990. Olo, wyrzucony właśnie z nowo powstałych służb specjalnych, zazdrościł kolegom, których komisje weryfikacyjne uznały za przydatnych dla wolnej Polski. Komisje pozbywały się esbeków znanych z politycznego zaangażowania i gorliwego prześladowania "Solidarności" oraz Kościoła.

27 lat później tacy jak Olo (chociaż ten akurat w filmie zginął) śmieją się ze znajomych, którzy uwierzyli nowej władzy i przystąpili do pracy w Urzędzie Ochrony Państwa, a potem w ABW.

W czasie, gdy pozytywnie zweryfikowani funkcjonariusze udowadniali swoją przydatność dla demokratycznego państwa, wywaleni przez komisje esbecy zakładali nie tylko sklepy z militariami. Opanowali branżę ochroniarską, nadzorowali systemy bezpieczeństwa w bankach i przedsiębiorstwach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej