Każdy amerykański prezydent po upadku muru berlińskiego chciał poprawy relacji z Moskwą. Bill Clinton miał nadzieję, że pomoże zbudować w Rosji demokrację. George W. Bush łudził się, że Putin, w którego oczach zobaczył dobro, nie stanie się dyktatorem. Obama wierzył, że zmiana retoryki wystarczy, by Rosja była globalnym partnerem, a nie wrogiem. Wszyscy się sparzyli.

Donald Trump przejmuje władzę w momencie, gdy zamiary Rosji są jasne. Stratedzy w Białym Domu, Pentagonie i Kongresie powinni się zastanawiać nad tym, jak powstrzymać plany Moskwy i jak się na niej odegrać. Nowy prezydent nie przyjmuje jednak do wiadomości tego, że wygrał wybory również przy wsparciu rosyjskich hakerów i fabryk trolli, choć takie informacje przekazał mu wywiad. Jak w takim razie potraktuje np. informacje o koncentracji rosyjskich wojsk nad granicą z Ukrainą? Też je wyśmieje na Twitterze? Jak zareaguje, gdy z Moskwy nadejdzie propozycja spotkania z Putinem, by rozwiązać sporne kwestie?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej