W felietonie „Ty bardziej praktycznie do mnie mów” zaapelowałem do polityków opozycji, by zamiast ogłaszać patetyczny „Dekalog wolności”, odpowiedzieli na kilka bardziej przyziemnych pytań, m.in. o problem niskich płac w Polsce, plagę umów śmieciowych i transfery socjalne.

Bloger Galopujący Major (Gamuel) krytykuje ten pomysł, twierdzi, że jeśli politycy Nowoczesnej i PO zaczną się rozwodzić o transferach socjalnych i śmieciówkach, to stracą neoliberalnego wyborcę. „Sroczyński chce z Petru zrobić socjaldemokratę, bo dla niego wszyscy są socjaldemokratami”.

To celny zarzut. Postaram się krótko odpowiedzieć. Uważam, że po światowym kryzysie finansowym i w sytuacji zamieszania, jakie mamy w zachodnich demokracjach, podział na lewicę, liberałów i prawicę przestaje mieć znaczenie. Istnieje po prostu pewien wspólny worek wyzwań i frustracji społecznych, na które trzeba znaleźć jakąś odpowiedź, niezależnie, czy jest się neoliberałem, czy socjalistą. Istotą sukcesu „Solidarności” w 1980 roku była udana próba połączenia wysokich haseł wolnościowych z postulatami bliskimi życia robotników. Jeśli Galopujący Major spojrzy na listę 21 postulatów, to większość - dokładnie 14 - dotyczyła żłobków, urlopów macierzyńskich, podwyżek, wieku emerytalnego i lepszego dostępu do opieki zdrowotnej.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej