"A, to nauczą się polskiego” – tak szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych skwitował w Radiu RMF FM zastąpienie nadającej po białorusku telewizji Biełsat telewizją Polonia. Te kilka słów Witolda Waszczykowskiego może sygnalizować rzecz bardzo ważną. Pada kolejny konsens w polskiej polityce zagranicznej: rząd PiS odchodzi od koncepcji Giedroycia-Mieroszewskiego. 

Była bardzo prosta: musimy wspierać ruchy działające na rzecz suwerenności Litwy, Białorusi, Ukrainy i wyrwać te kraje spod wpływu Związku Radzieckiego. Musimy umacniać ich tożsamość narodową, jednocześnie wyrzekając się pretensji do Wilna, Grodna i Lwowa. Musimy porzucić mit kresów, żywy szczególnie wśród emigracji. Tak zbudujemy przestrzeń równoważąca siłę Rosji. 

To był polityczny dogmat podobny do tego, że wzorem ustrojowym dla Polski są kraje Unii Europejskiej, zaś przystanią bezpieczeństwa – NATO. Realizowali go zgodnie wszyscy prezydenci, od Lecha Wałęsy, przez Aleksandra Kwaśniewskiego, po Lecha Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego. Aż do dziś. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej