Ponoć my, Polacy, mamy szczególne zamiłowanie do pewnych wartości. Nie, nie chodzi mi o Boga, honor i ojczyznę, którymi każdy kibol, nacjonalista i polityk wyciera sobie dziś usta, lecz o wolność, tolerancję i gościnność. To wartości stare, nasze polskie, z mlekiem matki, że tak powiem, wyssane. Polak – zgodnie ze stereotypem – to ten, kto ceni wolność nad życie, a jak trzeba, walczy o nią i ginie (głównie ginie, bo żyć z nią nie za bardzo potrafił). To również ten, kto ceni i praktykuje tolerancję, zwłaszcza religijną. Jak również ten, kto – co najmniej od czasów Piastów – jest przysłowiowo gościnny.  

Tymczasem – jak się okazuje – wolność tośmy cenili, ale tylko do 1989 r., potem jej potrzeba zaczęła zamierać. Bez trudu zgodziliśmy się na ograniczanie wolności osobistej przez różnych „monopolistów Prawdy”, a i dziś znacząca część Polaków i Polek zamiast wolności woli wpatrywać się w usta wodza i iść za nim jako te barany na rzeź.  

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej