Gdy „Financial Times” grzmi, że powietrze w podkrakowskiej Skale jest gorsze niż w Pekinie, Komisja Europejska pozywa nas za smog, a lekarze z całego kraju piszą apele, by alarmować Polaków o zatrutej atmosferze, minister zdrowia, medyk z wykształcenia, ojciec siedmiorga dzieci, ogłasza, że smog to problem teoretyczny i nie ma powodu do paniki. 

To już nie jest kłamstwo, jakim często posługują się politycy PiS. To skandal! Skandal, bo w batalii z zanieczyszczeniem powietrza nie chodzi o nic innego, jak o zdrowie i życie Polaków. I nie jest to teoria. To dziesiątki analiz i badań polskich i międzynarodowych ekspertów: lekarzy, fizyków, chemików, ekonomistów. 

Wystarczy przypomnieć ostatnie: Światowa Organizacja Zdrowia uznała Polskę, obok Bułgarii, za najbardziej zanieczyszczony kraj Unii. Normy są przekroczone kilkukrotnie. Nie tylko na południu, gdzie smog jest najbardziej odczuwalny, ale też niemal w całym kraju. Z tego właśnie powodu czeka nas proces przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu i jeśli nie zlikwidujemy smogu – wielomiliardowe kary. W powietrzu, którym oddychamy (to też analizy naukowe), znajduje się niemal cała tablica Mendelejewa. Są dioksyny, którymi próbowano otruć byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę. Jest benzopiren wpisany na listę największych kancerogenów. Są pyły PM10 i PM2,5, a w nich siarka, rtęć, metale ciężkie, amoniak, związki azotu, ołów. Cząstki pyłów docierają przez krwiobieg do naszych nerek, wątroby, mózgu, tkanek. Najmniejsze pyły przenikają łożysko. Analizy polskich lekarzy potwierdzają, że czterokrotnie wzrasta ryzyko zachorowania dziecka na astmę, a badania prowadzone wspólnie z Amerykanami dowodzą, że zanieczyszczone powietrze opóźnia rozwój intelektualny dzieci, powoduje problemy z pamięcią i koncentracją oraz częstsze depresje.  

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej