Na pierwszy rzut oka podsumowanie roku to jedno z łatwiejszych dziennikarskich zadań. Ot, wystarczy pozbierać najgłośniejsze wydarzenia, przybrać pełen zadumy grymas i powtórzyć kilka dobrze brzmiących komunałów. Trudniej uchwycić prywatne i zbiorowe emocje. A zwłaszcza przyznać, że były niegodne lub wypływały z niskich pobudek. Spróbuję, choć trochę się wstydzę za siebie i innych. 

Jest coś, co w czasach głębokich podziałów łączy Polki i Polaków ze wszystkich sfer, frontów i barykad. Wszechogarniający, ogólnonarodowy problem z emocjami. A zwłaszcza z przezwyciężaniem tych negatywnych. Bo często nam z nimi dobrze i nie chcemy ich powściągać. Choć to, że ostatnio w mediach psychologowie i psychoterapeuci wygłaszają eksperckie opinie częściej od na przykład ekonomistów, powinno dać nam do myślenia. 

Zobacz także: W Polsce władza stoi na głowie - komentuje Rafał Zakrzewski

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej