Ten sam instynkt, który jesienią 2009 r. kazał mu zdymisjonować ministra sportu, szefa MSWiA oraz przewodniczącego klubu PO, za naganne kontakty z biznesem hazardowym i próbę forsowania korzystnych dla tego biznesu zapisów ustawowych. Wtedy też zaczęło się od ujawnienia podsłuchów (był to kontrolowany przeciek z CBA) i też od razu było jasne, że celem jest uderzenie w rząd. Mimo to Tusk podjął zdecydowane kroki wobec polityków swojej partii i błyskawicznie powołał komisję śledczą do zbadania sprawy. Równolegle zajął się źródłem przecieku, czyli CBA, kierowanym przez Mariusza Kamińskiego, polityka PiS, dzisiaj koordynatora służb specjalnych. Tusk zdymisjonował Kamińskiego i rozpoczął proces odpolityczniania CBA.

Dziś wyrok sądu w sprawie afery podsłuchowej. Co udało się ustalić?

Latem 2014 r., gdy tygodnik „Wprost” opublikował fragmenty pierwszych nagrań, Tusk rozważał podobny scenariusz: chciał odwołać z funkcji szefów MSW Bartłomieja Sienkiewicza oraz BOR Krzysztofa Klimka. Rozważał też dymisje kierownictwa CBA i ABW, bo Marek Falenta był współpracownikiem tych służb. Ministrowie i urzędnicy państwowi, którzy ze służbowych funduszy płacili ogromne rachunki w warszawskich restauracjach, mieli się z tego rozliczyć i zwrócić pieniądze z własnych kieszeni.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej