„Filiżanki herbaty bym mu nie podał” oświadczył policjantom Senol Buran. Szedł w sobotę w Stambule do pracy, gdy okazało się, że wszystkie ulice tam prowadzące są zamknięte, w przygotowaniu do wiecu prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Zirytowało to Burana, tym bardziej że prowadzi on stołówkę w budynku redakcji najstarszej tureckiej gazety Cumhuriyet. Dziesięciu jej dziennikarzy, podejrzanych o terroryzm, powiązania z ruchem Gülena oraz kurdyjską PKK, i inne pomniejsze zbrodnie, w listopadzie aresztowano. Redaktor naczelny Can Dündar schronił się za granicą. Oskarżenia są tylko nieco dziwne: kemalistowska Cumhuryiet od lat wprawdzie zwalczała i ruch Gülena i PKK, ale i Erdogana nieroztropnie krytykowała. Nie takie jednak rzeczy turecka sprawiedliwość widziała, o czym Buran miał się wnet przekonać. Upewniwszy się, że to Erdoganowi nie podałby herbaty, policjanci z miejsca aresztowali go za obrazę prezydenta; sąd zatwierdził areszt tymczasowy do procesu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej