Misją życiową tej 54-letniej lekarki było czynić dobro. Obojętnie gdzie. Jako młoda kobieta wyjechała w 1986 r., jeszcze z ZSRR, z mężem Glebem Glinką, potomkiem jednego z najświetniejszych rosyjskich rodów arystokratycznych, do USA. Tam do swego wcześniejszego moskiewskiego dyplomu anestezjologa dziecięcego dodała jeszcze drugą specjalność – w medycynie paliatywnej.

Kiedy wróciła zza oceanu w latach 90., założyła pierwsze hospicja w Moskwie i Kijowie. W Rosji jej fundacja Sprawiedliwa Pomoc udzielała pomocy setkom dzieci chorych na raka, wspierała je materialnie, kierowała na leczenie. Stale opiekowała się bezdomnymi.

Doktor Liza, jak nazywali ją Rosjanie, z pasją walczyła o tworzenie noclegowni dla bezdomnych, gdzie w srogą rosyjską zimę mogliby się ogrzać, a nie setkami zamarzać na ulicach. Jeśli trzeba było, sama spieszyła z pomocą skrajnie zaniedbanym, zawszonym, chorym włóczęgom. Opatrywała ich, karmiła.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej