Powiedziano nam w czerwcu, że Narodowy Komitet Partii Demokratycznej padł ofiarą rosyjskich hakerów. W październiku powiedziano nam, że materiał przekazany z czasem Wikileaks pochodzi z tego samego źródła. Napisano wiele artykułów o tych przeciekach i o licznych powiązaniach Donalda Trumpa z Rosjanami. Jednak nikogo aż do tej chwili szczególnie to nie oburzyło. Dlaczego? Mam na ten temat swoją teorię: dopóki nie zobaczysz na własne oczy, jak w XXI wieku działa dezinformacja, sama myśl o tym wywołuje śmiech.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej