Na Facebooku przeczytałem instrukcję, jak organizować w Warszawie Majdan. Mam nadzieję, że nie dojdzie do wprowadzenia pomysłu w życie. Jawny bunt przeciwko rządowi, mimo wszystko legalnie wybranemu, organizowany przez ludzi, którzy nie mają za sobą wyraźnej większości społeczeństwa, prowadziłby do paraliżu państwa i dramatycznego obniżenia pozycji Polski w Europie i świecie w momencie, gdy dokonuje się głęboka zmiana w strategii głównych globalnych graczy. Wyjściem z impasu nie byłyby przyspieszone wybory, do których nawołuje Ryszard Petru. Ich rezultat mógłby potwierdzić obecny układ sił w parlamencie. Zresztą nie da się legalnie rozwiązać Sejmu, jeśli nie zgodzi się na to Prawo i Sprawiedliwość.

Zobacz: Od blokady mównicy, po manifestację przed Sejmem. Kryzys sejmowy w skrócie

Ale nawet gdyby opozycja zmusiła rząd do odejścia, rozpisania nowych wyborów, w wyniku których przejęłaby władzę (ciąg wydarzeń skrajnie mało prawdopodobny), to trzeba pamiętać o milionach wyborców PiS, a zwłaszcza pisowskich zelotach, którzy nie uznaliby legalności nowego rządu. Zimna wojna domowa (oby nie gorąca) trwałaby dalej. Wojnę domową można wygrać tylko za cenę ogromnych ofiar, a jej konsekwencje polityczne, moralne i gospodarcze trwają przez dziesięciolecia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej