Wzruszenie chwyciło wszystkich za gardła i nie puszcza. Ale jakże się nie wzruszyć na radosną wieść, że dyr. Rydzyk został zaszczycony tak wysokim odznaczeniem, jakim jest Orzeł Służby Ochrony Kolei?

Rzecz jasna nie znaliśmy dotąd żadnych szczegółów dotyczących działalności dyr. Rydzyka jako sokisty. Być może milczał na ten temat z powodu przyrodzonej skromności. Ale musi mieć osiągnięcia nieobliczalne, skoro zasłużył na podobne wyróżnienie.

Mało kto zdaje sobie sprawę, jaki ogrom obowiązków kolejowych wziął na barki dyr. Rydzyk. Do tego prawdopodobnie podejmował służbę wyłącznie na nocnych dwunastogodzinnych zmianach, bo w dzień bez reszty absorbowały go przecież inne ważne przedsięwzięcia. A więc sokista Rydzyk parał się kontrolą przestrzegania przepisów na obszarze kolejowym. Bez wytchnienia chronił życie i zdrowie oraz mienie w pociągach. Nieustraszenie niczym Batman w swojej czarnej pelerynie spadał znienacka na karki bandytów ze zorganizowanych grup przestępczych grasujących na obszarach kolejowych, a zwłaszcza złodziei złomu, węgla i miału węglowego. Już nie wspominając, jak udatnie tępił grupy przestępcze działające na dworcach i w pociągach. A to tylko niektóre zadania.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej