Przyznam, że mam wątpliwości co do rozsądku senatora Mamątowa. Przekonanie, że złe prawo może naprawić jego rozsądne stosowanie, jest równie uprawnione jak przypuszczenie, że ustawa, po oczyszczeniu umęczonej polskiej ziemi z pomników totalitaryzmu, przywróci ład moralny.

Najłatwiej stwierdzić, że nowelizacja ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego jest niepotrzebna i bezsensowna, bo wystarczą obecne rozwiązania prawne. Jednak kategorie, o które zostało „ubogacone” poprzednie prawo, świadczą, że czai się za tym zamysł polityczny. Według autorów nowelizacji w poczet ideologii totalitarnych został zaliczony pruski i rosyjski militaryzm, a także nacjonalizm litewski i ukraiński.

Tego rodzaju sformułowanie jest odbiciem topornej peerelowskiej historiografii. Zgodnie z nią pruski militaryzm prowadził do hitleryzmu (fakt niechęci pruskiej kasty oficerskiej do Hitlera był pomijany). A Rosja była zawsze państwem tyranii, jedynie zmieniła kolor z białego na czerwony.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej