Elżbieta Morawiec to krytyczka teatralna i literacka. Ostatnio się jednak w znacznym stopniu zradykalizowała i zajęła twórczością epistolarną. Adresatów ma i w Polsce, i za granicą. Grzegorzowi Schetynie wygarnęła w te słowa: „Nie chcę żyć w kraju zdrady narodowej, jakiej pańska formacja PO się dopuszcza”. By Schetyna potraktował ją z należytym respektem, ujawniła swego potężnego protektora: „Tak mi dopomóż Bóg”.  

Kiedy były premier Belgii, a obecnie przewodniczący grupy liberalnej w Parlamencie Europejskim, Guy Verhofstadt odważył się spostponować rządy PiS, nie wiedział nieborak, na co się naraża. „Jako obywatelka Polski wiem znacznie więcej o historii Europy, niż jest Pan sobie w stanie wyobrazić” – wykrzyczała mu w twarz Morawiec. „Śmie Pan nas uczyć demokracji? (...) Kimże Pan jesteś? Wstydź się Pan”. 

Być może fascynacja korespondencją sprawiła, że Morawiec nie mogła przepuścić okazji, która sama wlazła jej w ręce. Znak wydał książkę „Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy”. To listy miłosne wymieniane między Wisławą Szymborską a wybitnym pisarzem Kornelem Filipowiczem. Morawiec tylko na taką gratkę czyhała: „Pewnie jakiegoś wdzięku można się w tych listach dopatrzyć – co do mnie, jestem nań kompletnie nieczuła” – pisze z lekkim obrzydzeniem w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Bo o jakim wdzięku może być mowa, skoro „ponad 20-letni romans obojga pisarzy nigdy nie przeobraził się w małżeństwo?". To po prostu grzech i zgnilizna moralna. A w ogóle te listy, wypełnione żartami i wyklejankami, to sprawa zupełnie niepoważna – celnie zauważa Morawiec. Gdyby to ją Filipowicz tak zawodził i wykręcał się od oświadczyn, nie byłoby mowy o żadnych żartobliwych rysuneczkach. Jak Verhofstadt przeczytałby za to: „A kimże Pan jesteś? Wstydź się Pan!”. Słusznie więc pojawia się gorzka wątpliwość: „Czy to jest naprawdę korespondencja miłosna dojrzałych ludzi? Czy może raczej jakaś wstępna gra do niej, utrzymana w konwencji raczej nasto- niż -dziestolatków”. Fakt, nie jest to korespondencja dojrzałych ludzi. Wstyd powiedzieć: Szymborską i Filipowicza zawiodły umiejętności pisarskie.  

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej