Przytłoczeni światową nawałą populizmów nierzadko sądzimy, że zbliża się śmierć demokracji. Umyka nam jednak to, że populizmy rządzące w demokratycznych społeczeństwach są chybotliwe i niepewne swej siły. Bo nie są w stanie na dłuższą metę zadowolić swych wyborców.

A wiele z nich chce kontrrewolucji reaktywującej niegdysiejsze hierarchie i obyczaje, dawną dystrybucję władzy i godności. Widzimy to choćby w USA i Polsce. Biali protestanccy wyborcy Donalda Trumpa pragną znów, jak w latach 60., być głównymi gospodarzami swego kraju.

Dać nam pierwszeństwo – to także wezwanie licznych wyborców PiS. Przeciw elitom zadowolonym z burzącej dawne porządki demokratyzacji. Przeciw mniejszościom, etnicznym czy obyczajowym, dopominającym się praw i szacunku, podczas gdy ci, którzy są ostoją tradycji i hierarchii, nie mogą znaleźć uznania. Przeciw kobietom wprowadzającym nowe reguły – jak partnerski podział ról w rodzinie, co sprawia, że dom ze świątyni spokoju staje się polem walki. Przeciw kapitalistycznym przemianom, które niemałą część społeczeństwa skazały na biedowanie i odstawiły do kąta, skąd jej głos słabo jest słyszalny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej