Podatki wyższe czy niższe
GADOMSKI: Polityka gospodarcza PiS, już doprowadziła do spowolnienia wzrostu. Przestajemy doganiać Europę

Słychać o „podwyżce niesprawiedliwych danin”, „powrocie komunistycznego domiaru” i „gnębieniu ludzi z inicjatywą”. PO zwołuje konferencję: „To uderzenie w ludzi aktywnych, dających polskiej gospodarce najwięcej”. Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku, przedstawia taki argument: „Wzrost obciążeń podatkowych dla osób o wysokich dochodach osłabi bodźce absolwentów szkół wyższych do podnoszenia swoich kwalifikacji. Po co się starać, skoro i tak zapłacą wysoki podatek?”.

Czytając to, osłupiałem. Jak to możliwe, że rozsądni skądinąd ludzie w sprawie podatków wygłaszają dziwne teorie żywcem wyjęte z lat 90.? Tak jakby po drodze nie było światowego kryzysu, morza prac naukowych na temat nierówności dochodowych, globalnej dyskusji ekonomistów na temat podatków, raportów Banku Światowego i MFW. Antypodatkową propagandę, która tak u nas kwitnie, można porównać jedynie ze smoleńskimi wyczynami Macierewicza. Jakość argumentacji jest bardzo podobna, tyle że zamiast dwóch wybuchów na pokładzie tupolewa mamy tu bajki o podatku liniowym. Warto dać kilka wskazówek, jak sobie z tym zalewem głupstw radzić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej