Najważniejsze dyskusje o europejskim bezpieczeństwie toczą się z dala od postronnych uszu. Np. w brytyjskich gabinetach rozmawia się o tym, jak daleko można się posunąć w obronie Estonii. Wielka Brytania jest dla tego leżącego najdalej na północ kraju bałtyckiego tzw. państwem ramowym NATO. Dla rządu pragnącego dowieść, że Brexit nie zagroził brytyjskiej pozycji w Europie, militarne zaangażowanie w obronie Estonii – jak dotąd 800 żołnierzy, czołgi i drony – to poręczny argument.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej