Przed Świętem Niepodległości w Komitecie Obrony Demokracji wybuchła dyskusja, czy do patronów jego marszu może należeć twórca Narodowej Demokracji Roman Dmowski. Gdy jego portret umieścił w sieci lider KOD Mateusz Kijowski, z udziału w marszu zrezygnowała Kazimiera Szczuka. Kijowski urażonych przeprosił.

Dmowski był orędownikiem obsesyjnego antysemityzmu, egoizmu narodowego i polityki jako darwinowskiej walki o przetrwanie. Jednak nie za to go 11 listopada cenimy, lecz za to, co zrobił dla niepodległości Polski.

Byłoby nieuczciwe nie docenić działalności Dmowskiego w czasie zaborów na rzecz kształtowania świadomości narodowej np. poprzez strajk szkolny i kursy samokształceniowe, które opisywał jego przyjaciel Stefan Żeromski. Dziedzictwo to przejął w czasie PRL Uniwersytet Latający związany z Komitetem Obrony Robotników, dalekim od endecji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej