Oprócz niego – według doniesień tureckiego oddziału telewizji CNN – wydano nakaz aresztowania wobec 12 osób. Zatrzymano w sumie dziesięć.

Powodem aresztowania dziennikarzy są ich rzekome powiązania z ruchem kaznodziei Fethullaha Gulena, którego władze oskarżają o zorganizowanie nieudanego puczu 15 lipca, lub kurdyjskimi bojownikami z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK).

Erdogan nie znosi żadnej krytyki

Murata poznałem w lutym, spotkaliśmy się w siedzibie „Cumhuriyet”. Żeby wejść do redakcji, trzeba było przejść szczegółową kontrolę. Przy wejściu stali ochroniarze z bronią automatyczną, od czasu do czasu pikał też wykrywacz metalu.

Praca w „Cumhuriyet” od jakiegoś czasu nie jest łatwa. Przez lewicowy profil czaili się na nią terroryści z tzw. Państwa Islamskiego (ISIS; podczas zatrzymania członków organizacji znaleziono wśród nich plany budynku redakcji). Z kolei islamistyczny prezydent Tayyip Recep Erdogan uznaje dziennikarzy gazety za osobistych wrogów – nie znosi zresztą żadnej krytyki pod swoim adresem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej