W królestwie zwierzęcych bohaterów książek dla dzieci królem bez wątpienia pozostaje niedźwiedź (w wersji brunatnej lub polarnej), choć pewnie częściej występuje pod postacią misia (czytaj: pluszaka, ukochanej zabawki nie tylko Christophera Milne’a, syna autora „Kubusia Puchatka”). Palmę pierwszeństwa usiłują wyrwać misiom koty i psy, a czasem smoki. Ale te w sumie się nie liczą, bo kto widział prawdziwego smoka poza Świętym Jerzym i Szewczykiem Dratewką?

W tej grze o tron niebagatelne miejsce, nie tylko dzięki swoim rozmiarom, od dawna zajmują też słonie. Ostatnio są jakby w natarciu.

Popularne książki ze słoniem w roli głównej wcale nie pochodzą z Afryki czy Indii, gdzie przedstawiciele gatunków Loxodonta africana i Elephas maximus żyją na wolności. Olbrzymim wzięciem na całym świecie, nie tylko wśród dzieci, cieszą się: Babar – wymyślony przez Francuza Jeana de Brunhoffa, Elmer – dziecko Brytyjczyka Davida McKee (na świecie rozeszło się ponad 8 mln egzemplarzy książek o słoniu w kratkę), czy Pomelo, słonik o nieco za długiej trąbie, którego w 2002 r. wymyśliła pochodząca z Rumunii Francuzka Ramona Badescu, a którego narysował francuski ilustrator Benjamin Chaud. Ale także polska literatura obfituje w wyraziste postaci słoni. Warto nadrobić zaległości w słoniowych znajomościach.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej