Michel Houellebecq „Serotonina”, przeł. Beata Geppert, W.A.B., Warszawa, premiera 15 maja 2019

„Serotonina” to być może nawet najzabawniejsza powieść w dorobku Houellebecqa. Zaczynam od tego wątku, bo być może niektórych z państwa odstraszą teksty o „Serotoninie”, których autorzy używają słów, takich jak „anomia”, „globalizacja”, „ponowoczesność”, czy sformułowań, np. „atrofia więzi społecznych” czy „kryzys Francji i Unii Europejskiej”. To wszystko rzeczywiście tam jest, ale jednocześnie jest to lektura lekka i w przedziwny sposób przyjemna. Wchłania się jednym tchem.

Za to właśnie kochamy Houellebecqa. Porusza ważne tematy, ale nie przynudza.

Mercedes klasy G

Opowieść zaczyna się, gdy główny bohater Florent-Claude Labrouste (on też nie lubi swojego imienia) żyje jeszcze pełnią życia. Ma 46 lat i cieszy się dobrym zdrowiem fizycznym, które niespodziewanie rujnuje mu depresja i związane z nią skutki uboczne zażywanych leków.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej