Jarek Szubrycht: Czy te twoje rysunki to nie jest przypadkiem kreska nienawiści?

- Dobre pytanie. Jeżeli nawet można tu mówić o nienawiści czy niechęci, ma ona bardzo ogólny charakter. To mizantropia, która nie odnosi się do konkretnej osoby czy grupy.

Ustaliliśmy, że nie lubisz ludzi, ale podobno Polaków w szczególności.

- Co do ludzi - trudno zaprzeczyć. Zdarza mi się ich nie lubić. Ale nie wyróżniałbym tu Polaków. Siłą rzeczy głównie z Polakami mam do czynienia, więc skupiam się na rodakach i ich wadach. Jednak to, że ktoś ma wady albo źle postępuje, nie oznacza jeszcze, że jest złym człowiekiem, że trzeba go skreślać. Czasem zresztą są to również moje wady. Ale nie, jednak nie przyznaję się do nienawiści. To są żarty.

Może i żarty, ale raczej bezlitosne niż czułe.

- Już samo pochylenie się nad drugim człowiekiem jest aktem czułości. Czasem może to się wydawać okrutne, ale taka jest rola satyry - dostrzec i obnażyć to, czym niekoniecznie chcemy się chwalić.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej