Po wielu tygodniach oczekiwania z Madrytu przychodzi wiadomość: Javier Marias, przez krytyków uznawany za jednego z najważniejszych autorów naszych czasów i jednego z najpoważniejszych kandydatów do Nobla, zgadza się na rozmowę. Ma się odbyć w jego mieszkaniu, przy jednym z najpiękniejszych placów hiszpańskiej stolicy, potrwać nie dłużej niż godzinę, a dziennikarz musi być przygotowany, że pisarz wypali sporo papierosów.

Drzwi do budynku otwiera gospodyni, każe mi wsiąść do windy, a gdy docieramy na odpowiednie piętro, delikatnym ruchem ręki prosi, bym cierpliwie poczekał przed progiem. Wchodzi do mieszkania Mariasa, anonsuje mnie i zostawia na klatce schodowej. Za chwilę on sam zaprasza mnie do salonu i zapowiada, że w czasie rozmowy będzie się przechadzał, gestykulował, a być może również zadawał pytania.

Do Madrytu przyleciałem, by porozmawiać o najnowszej powieści „Berta Isla”, którą w 2017 r. hiszpańscy krytycy uznali za wybitną, podobnie zresztą jak wiele poprzednich – choćby trylogia „Twoja twarz jutro”, „Tak się złe zaczyna” czy „Zakochania”. Siadam we wskazanym fotelu i ledwie zdążam włączyć dyktafon, gdy gospodarz zaczyna...

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej