Bodaj nikt, przynajmniej w paru ostatnich dekadach, nie wykonał tak znamiennej stylistycznej wolty. Poetyka „Dzikich dzieci” (1995), entuzjastycznie przyjętego debiutu piekielnie utalentowanego siedemnastolatka, tomu idealnego wręcz, by empatyzować z narratorem, który wzruszająco i błyskotliwie opowiada o wchodzeniu w dorosłość, w kolejnych książkach została przez Siwczyka – stopniowo – całkowicie porzucona, choć mógłby za jej sprawą święcić po dziś dzień wiele łatwych triumfów.

Siwczyk najwidoczniej uznał to za zbyt oczywiste i w kolejnych książkach nie tyle skomplikował swój przekaz, ile całkowicie go przeorientował. Na uważniejsze prześledzenie tej drogi nie ma oczywiście miejsca w niniejszym tekście. Jest on zaledwie krótką informacją o „Medianach”, najnowszym tomie Krzysztofa Siwczyka.

"Mediany", czyli co widać od środka

Używam słowa „informacja” (a nie na przykład „recenzja”) zupełnie świadomie, już bez związku z objętością tekstu i - mam nadzieję - niesprzecznie z autorską intencją gliwickiego poety. Otóż Siwczyk jest twórcą wybitnie rzeczowym, przez co należy rozumieć nie tyle szczególne zainteresowanie materialnością świata, ile beznamiętny opis jego właściwości. Owszem, w tych wierszach pojawiają się akcenty, by tak rzec, lokalne: oszczędny autobiografizm, specyficzny tryb ewokowania wzruszeń czy nader interesujące językowe poszukiwania nadające twórczości Siwczyka oczywisty rys indywidualny, o którym wypadnie jeszcze wspomnieć poniżej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej